Dawno, dawno temu istniała sobie bardzo piękna Kraina wybudowana na bagnach zwana przez wszystkich "Nadodrze". Krainą tą rządziła zła i okrutna władczyni jakiej nie obchodził los swoich poddanych i była ona czarnym charakterem. Wyzywała mieszkańców Nadodrza jak i nie rozumiała,że nie każdy z nich jest złym człowiekiem bo sama uważała się za Boga i miała syndrom/kompleks Boga. Megalomanka ta jest Wam znana-piszę tu teraz do WAS a władając swym Nadodrzem miałam się za nie wiem kogo:
Nigdy już nie wrócę na Nadodrze pomimo iż obiecałam Michalinie się z nią spotkać ale niestety-wszystko nie idzie po mojej myśli. Jak każdy zły charakter np jak pod przykład Santos z serii o Diplodorianach marzyła mi się władza absolutna obiecana mi przez tę Ziemię jaką uważałam za "swoją". Podobnież jak Santos i ja marzyłam o własnej piekarni albo ożywiałam przysłowiowo urządzenia elektrytczne czy inne tam sprzęty domowe. W rytm muzyki Techno a zwłaszcza w rytm LOOPO INC-Cold Mountain (Original Edit) szłam dzielnie przez świat. Świat nie zawsze dobry chociaż ja też nie byłam dobra będąc czarnym charakterem.
Tak jak Santos i ja zarządzałam będąc na Nadodrzu "swoimi ludźmi" ale prawda jest taka,że moi ludzie się ode mnie odwrócili zwłaszcza jak tylko miałam ten swój proces karny... Nic już nie było od tamtej pory jak dawniej. Musiałam jakoś radzić sobie sama. Dziś po dawnej dziarskiej królowej nie ma ani sladu a Nadodrze żyje swoim życiem zapomniawszy mnie w każdym tego słowa aspekcie...
Na Nadodrzu nie było az tak źle ale dziś odeszło wszystko w zapomnienie. Nadodrze niegdyś mi przychylne i obiecana-przysłowiowa Ziemia Obiecana mi stało się palącym pod nogami gruntem do tego stopnia,że musiałam stamtąd odejść... Moja Ziemia którą tak bardzo kochałam stała mi sie zamiast Rajem Piekłem w każdym tego słowa znaczeniu. Jako samozwańcza Królowa mogłam była powiedzieć o sobie,że to miejsce było mi pisane ale nie dane. Nie ma bowiem nic na zawsze...

